środa, 2 grudnia 2015

8 sposobów na mega doła




W naszym mieszkaniu trwa remont. Trwa nieprzerwanie od wieluuu tygodni. Jakiś czas temu podziękowaliśmy panu majstrowi, który obiecywał skończyć w trzy tygodnie. Głównie to obiecywał, a nie pracował. Nietrudno się domyśleć, że było nieprzyjemnie. Gdy za ekipą zamknęły się drzwi rozejrzałam się po pobojowisku i dopadł mnie dół. Ręce mi opadły, siły opuściły i chęć do życia odeszła. Na razie nie wiemy jak doprowadzić remont do końca i odzyskać nasz dom. Po powrocie do naszego tymczasowego mieszkania zabrałam się za poprawianie swojego nastroju. Gdy mój humor się poprawił wzięłam się za pisanie i oto moje wnioski:

Czasami dopada nas chandra (takie starodawne słowo obecnie niesłusznie zastępowane depresją). W zasadzie powód nie jest istotny. Możemy sami coś spieprzyć, pogoda może być fatalna, kolejna osoba tego dnia powie nam coś "miłego"...Nieważne. Ważne jest to, że czujesz się jak kupka nieszczęścia.

Poniżej zebrałam listę rzeczy które poprawiaja mi humor w takich sytuacjach:

1. Ulubiony film. Musi być taki który już znasz, bo w trakcie doła nie moża pozwolić sobie na ryzyko. Często waham się między "Dziennikiem Bridget Jones" a "Pretty woman":) Dobre są też "Oświadczyny po irlandzku", a czasem wybór pada na "Legalną blondynkę" i mam wrażenie, że im bardziej tandetny film tym bardziej pasuje do mojego kiepskiego nastroju.

2. Węglowodany. Makaron z sosem serowym albo słodycze. Albo jedno i drugie. Podobno jest udowodnione naukowo, że węglowodany poprawiają humor;)

3. Kąpiel. Zrobienie czegoś miłego dla ciała pomaga duszy. Fajnie jak jest 
ciepło. Pomaga też wejście pod koc i herbata.

4. Telefon do przyjaciela. Jak masz kogoś kto Cię zrozumie to dół trwa dwa razy krócej.

5. Oglądanie zdjęć które przypominają miłe chwile np. wakacje.

6. Zrobienie czegoś pożytecznego. Odkryłam ten sposób całkiem niedawno. Brzmi trochę jak herezja i nie chodzi mi o posprzątanie całego mieszkania na błysk, żeby poprawić sobie nastrój. Chodzi mi o zrobienie czegoś co zalega, wisi nad głową i psuje humor. Czasem jest to mała rzecz, którą załatwimy w 10 minut, a nie możemy się do tego zabrać. I gdy się w końcu zmobilizuję to czuję wieeelką ulgę.

7. Książka. Może być taka czytana już po raz czwarty, w wannie, pod kocem lub przy herbacie.

8. Przytulenie się do kogoś kogo się kocha. Ten punkt w zasadzie mógłby zamknąć temat, ale co zrobić gdy akurat nie mamy kogoś kochanego pod ręką albo co gorsza on jest sprawcą doła??

Warto stosować kilka sposobów naraz. Można też o problemie napisać na blogu i od razu robi się lżej na duszy:)

czwartek, 17 września 2015

Luksemburg - to jednak małe miasto

Bardzo ładne, ale małe. Jeżeli lubicie mieć szczelnie wypełniony dzień, to cały tydzień to trochę za dużo czasu na jego zwiedzanie. Co nie znaczy oczywiście, że się nudziłam i siedziałam w domu na necie.
Na wstępie zaznaczę tylko, że nie przepadam za zwiedzaniem muzeów (wyjątkiem są te w Londynie) i oglądaniem kościołów,
więc kilka atrakcji w większości miast zawsze mi odpada.



Pierwszego dnia wybraliśmy się na spacer po mieście. Chodząc po Luksie trzeba się przygotować na częste wchodzenie pod górę i schodzenie w dół. Przez wieki była to ważna twierdza obronna, uznawana za najlepszą Europy, więc w mieście pozostało sporo murów a uksztaltowanie terenu sprzyjające obronności to oczywiście wzniesienia i doliny.



Podczas naszej wizyty w Luksemburgu wszędzie stały dźwigi. Trudno było zrobić
zdjęcie i nie uchwycić jakiegoś w tle. Remontowany jest również słynny most Adolfa. Został całkowicie wyłączony z ruchu, który teraz przebiega mostem zastępczym zbudowanym obok.


Warto zobaczyć Kazamaty Bock i Petrusse. Drążone przez kilkadziesiąt lat robią wrażenie. Pierwotnie miały 23 km (pozostło 17 km). W podziemiach mieściło się całe miasto stworzone na potrzeby wojska. Poza koszarami były tam m.in. piekarnie, stajnie, warsztaty. Kazamaty układają się w mały labirynt, są ślepe zaułki, strome spiralne schody, studnie. Przez otwory w  murach można wyglądać na zewnątz i podziwiać miasto. Miejsce jest super zwłaszcza, gdy na zewnatrza temperatura przekracza 30 stopni. Nie ma tam również wilgoci i nie jest klaustrofobicznie czego osobiście nie cierpię. Kazamaty można zwiedzać kierując się mapką i oznaczeniami wewnątrz, ale  można również iść na żywioł i trochę się zgubić co podkreśla klimat tego miejsca. Oczywiście polecam tę drugą opcję.








Wieczorem poszliśmy do Grund. To dawna robotnicza dzielnica pełna uroczych kamienic i wąskich ulic. Obecnie mieści się tam mnóstwo pubów, w których można wypić lokalne piwo. Z kolei w Clausen znajdziecie puby i kluby urządzone w dawnych budynkach przemysłowych. Możecie wybrać restaurację i pub w jednym - Brauerei, gdzie w sąsiedztwie starej aparatury służącej do produkcji piwa wypijecie lokalne wyroby.


Dobrym pomysłem na zwiedzanie miasta jest skorzystanie z oferty sieci City Sightseeing i przejażdżka piętrowym autobusem Hop On -Hop Off. Wsiadacie do niego na placu przy Golden Lady i zaczynacie objazdową wycieczkę autobusem w którym ze słuchawek możecie słuchać nagrań na temat miasta. Nie to jednak stanowi o jego atrakcyjności. Autobus ma częste przystanki w ciekawych punktach miasta, gdzie można wysiąść, pozwiedzać i pojechać dalej kolejnym. Autokary startują co 20 minut a jeden bilet jest ważny dobę.



P.s.
Taka ciekawostka - w Kioskach (tak nazywa się ta sieć) sprzedadzą wam papierowe bilety, ale jest to taki antyk, że nawet kierowcy autobusów robią na ich widok wielkie oczy. W większości autobusów nie ma do nich kasowników i kierowca musi je podpisać przy wejsciu. Nie zawsze chce to zrobic lub zwyczajnie nie ma czym, polecam zakup biletów u kierowcy - drukuje z kasy. Na
pocieszenie trzeba powiedziec, że nie mieliśmy żadnej kontroli i mieszkańcy Luxa mówią, że prawie się nie zdarzają.

sobota, 1 sierpnia 2015

Tydzień w Luksemburgu - małe wyzwanie

Przewodniki i blogi podróżnicze często przewidują jeden dzień na zwiedzanie Luxemburga. Tymczasem my mamy aż tydzień:)
Zastanawiam się więc, czy się wynudzimy czy też, jak z większości miast europejskich będę wyjeżdżać z poczuciem niedosytu i myślą, że zabrakło co najmniej dwóch dni na zwiedzanie. Nie robimy żadnych ambitnych planów. Kierunek zwiedzania będziemy obierać spontanicznie. A pełna relacja pojawi się wkrótce.

czwartek, 23 lipca 2015

Universam "Grochów" - koniec historii


Wczoraj odbyły się urodziny Universamu "Grochów". Urodziny 38 i zarazem ostatnie, ponieważ sam przy rondzie Wiatraczna w Warszawie zostanie zlikwidowany na początku 2016 r. Dlatego warto się tam wybrać póki jest jeszcze szansa obejrzeć relikt PRL.




Będąc na miejscu nie sposób nie powtórzyć truizmu: "Rany! Tutaj czas się zatrzymał!". Pamiętam, że gdy miałam kilka lat jeździliśmy z rodzicami na większe zakupy do Łodzi i te sklepy towarowe na przełomie lat 80 i 90 - tych tak właśnie wyglądały.


Akcja rozpoczęła się od sprzątania fontanny znajdującej się przed sklepem. Potem przyszedł czas na wyświetlenie filmu z zasobów IPN będącego swoistą reklamą Universamu. Pomimo prawie 40 lat od jego powstania bardzo mi przypominał reklamę współczesnych galerii. Mamy tu wszystko: zegarmistrza, fotografa, spożywczy, kawiarnię, nocny, pralnię. Damy radę obsłużyć dziennie kilkadziesiąt tysięcy osób, jest parking i fontanna. Wypisz, wymaluj Arkadia;)


Po krótkim dokumencie odbył się pokaz filmu Jana Holoubka pt. "Pocztówki z republiki absurdu". Film przedstawia alternatywną wizję Polski. Jest rok 2014, a komunizm trwa w najlepsze.
Polecam zwłaszcza osobom, które nie pamiętają poprzedniego systemu albo uważają, że wtedy było tak różowo.

W całej imprezie najbardziej podobało mi się to, że większość osób stanowili okoliczni mieszkańcy. Początkowo miałam obawy, że będzie to niszowe i trochę elitarne wydarzenie dla miejskich aktywistów i hipsterów, a mieszkańcy Grochowa nawet nie dowiedzą się o jej istnieniu. A było inaczej:) Czasem nawet zbyt swojsko...



czwartek, 16 lipca 2015

5 atrybutów eleganckiej kobiety



Choć Nivalis nie jest blogiem modowym dziś będzie o modzie a właściwie o elegancji. Nie będę powielać zachwytów nad stylem Audrey Hepburn, Grace Kelly czy Jackie Kennedy. Były elegancie i kropka. Są ikonami i inspiracją? Są. Nie jest to jednak elegancja dostępna dla każdego ani na co dzień. Mnie podoba się elegancja w wydaniu casual a nie wzięta z czerwonego dywanu. Zwracam uwagę na stroje ludzi na ulicy i znajomych i właśnie na tej podstawie ułożyłam moją listę rzeczy świadczących o elegancji:
 
1. Mała torebka.
 
Podobają mi się duże torby. Bardzo. W zasadzie im większe tym lepsze. Prawie wyłącznie takie posiadam. Noszę w nich wszystko. Wodę, książkę, gazetę ważącą pół kilograma, nożyczki, kilka błyszczyków których nie używam. Zakupy spożywcze jeśli akurat je zrobię. Kalendarz. I kilka rzeczy, które już nie są mi potrzebne, ale których zapominam wypakować. Próbowałam, ale nie potrafię inaczej. Jeżeli się bardzo ograniczę to spakuję się do torby co najwyżej średniej, takiej nie mieszczącej formatu A4, ale małą torebką nawet wyrozumiała osoba jej nie nazwie. Dlatego podziwiam kobiety, które mieszczą w małych torebkach rzeczy niezbędne na cały dzień. Dla mnie to szczyt elegancji. Taka mała torebka nie obciążająca ramienia. Kobieta z małą torebką idzie prosto, nie musi przechylać się na bok aby zrównoważyć 5 kilogramów wiszących na ramieniu.
 
2. Kolor biały.
 
Nie chodzi mi o ubranie się w biel od stóp do głów - w końcu to nie ślub - ale noszenie białych ubrań, które naprawdę są śnieżnobiałe. Wyprasowana biała koszula, którą ktoś potrafi nosić cały dzień i nadal wyglądać w niej świeżo bez poszarzałych mankietów i wygniecionych pleców. O spodniach czy spódnicy nawet nie wspominam, bo nie mam pojęcia jakie umiejętności mają ludzie, którzy są w stanie przetrwać w nich cały dzień bez plamy na pupsku.
 
3. Strój jednobarwny.
 
Kolejną umiejętnością której zazdroszczę jest stworzenie jednokolorowego zastawu ubrań. Uwielbiam kobiety ubrane na czarno, które nie wyglądają w tym kolorze jakby były chore albo wracały z pogrzebu. Noszenie innego koloru niż czerń jako jedynego np. błękitu bez osiągnięcia teatralnego efektu to już mistrzostwo. Myślę, że kluczowe w tym wypadku jest dobre wyczucie odcieni, temperatury danego koloru. Trzeba tak dobrać ciuchy np. czarne  żeby nie różniły sie między sobą odcieniem czerni i przez to niektóre nie wyglądału jak sprane łachy.
 
4. Sukienki.
 
Są wspaniałe. Nawet zwykła letnia łączka wygląda lepiej niż bluzka i spódnica. Dodają +10 do kobiecości, a mężczyźni je uwielbiają.  Ale sukienka podoba mi się tylko na kobiecie która nosi ją w sposób naturalny, a nie wygląda w niej jakby szła na wesele.
 
5. Buty. Czyste i nieznoszczone. Tylko tyle;)

czwartek, 5 lutego 2015

Dzikie historie - czasem po prostu trzeba kogoś zabić...





Wiem, że już trochę po jabłkach, ponieważ film powoli znika 
z ekranów, ale może zdążycie go obejrzeć bo warto.
Przyznam, że gdy w kontekście “Dzikich historii” padło nazwisko Almodovara to zaraz stanął mi przed oczami film “Porozmawiaj z nią" i mój entuzjazm osłabł. Potem doczytałam, że reżyserem jest Damian Szifron a Almodovar producentem i zaryzykowałam. Film naprawdę mi się podobał!

Przed jego obejrzeniem przejrzałam kilka recenzji, które podkreślały, że fabuła opowiada o tym co się z nami dzieje gdy do głosu dochodzą emocje. Jak niewiele wystarczy by człowiek wybuchł. Codzienne nieprzyjemne sytuacje wyzwalają 
w człowieku ogromną agresję i wściekłość. Odebrałam to inaczej. To nie pojedyncza sytuacja powoduje, że puszczają nerwy. Reżyser pokazuje szereg zdarzeń, które składają się na taką a nie inną reakcję. Chodzi o tłumieniu emocji, nie wyrażeniu ich w odpowiednim momencie kiedy byłyby adekwatne do sytuacji. Bohaterowie kumulują w sobie złości i frustrację co jak wiemy prowadzi do wrzodów...Ale dość psychologii;) Film jest po prostu zabawny. Śmiałam się w głos a zwykle tego nie robię. Fantastyczny jest epizod w barze (zwłaszcza dywagacje kucharki kiedy trutka na szczury szkodzi bardziej:). Jedynym fragmentem, który mi się nie podobał był ten na drodze. Okrucieństwo pokazane w niektórych scenach było niepotrzebne i mało śmieszne.
A na deser awantura na weselu. Zwroty akcji, fantastyczna aktorka Erica Rivas grająca brawurowo pannę młodą i przemiana jaka się w niej dokonała, gdy poznała prawdę o narzeczonym zachwycają. Można poczuć jej emocje. Kobieta stanowi wcielenie furii, a jej zemsta jest słodka.
Podsumowując, jeżeli chcecie obejrzeć czarną komedię, która jest zabawna a przy tym niegłupia i chwilami skłania do refleksji to Dzikie historie są dobrym wyborem.